czwartek, 22 stycznia 2015

#69

Cześć.. Przysięgam, że z prędkością światła niecałe 10 minut temu podbiegłam do laptopa, ponieważ wpadłam na tak świetny temat na wpis, że nie wykorzystanie go byłoby niewybaczalnym błędem i co? Od 600 sekund siedzę i nie jestem w stanie przypomnieć sobie najmniejszej kwestii jaką post miał obejmować. Mam okrooopny katar, już drugi raz w tym roku. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że z kalendarza wyrwać można było dopiero 22 kartki, a nieżyt nosa (tak, od września biol-chem) trwa 7 dni. Czy ktoś rzucił na mnie chusteczkową klątwę? Wytrwał. Już dość. Lubię czasem (czytaj praktycznie zawsze) napisać coś mniej poważnego, by uspokoić serduszko, poczuć się rozluźniona i wsłuchać się w głąb siebie. Później już mogę być taka na serio i z poważną miną przemierzać świat. No dobra, tak naprawdę to rzadko mi się to zdarza i częściej można zobaczyć mnie uśmiechniętą niż zajętą głębokimi refleksjami...

 
Lecz, gdy już przyjdzie moment, gdy to jestem poważna do szpiku kości. Człowiek powinien wiedzieć, kiedy może się śmiać, a kiedy to po prostu mu nie wypada. Jak zapewne wiecie nie wszyscy poznali te złote zasady i po pierwsze: Nie są w stanie dostosować swojego zachowania do sytuacji , a po drugie, co ważniejsze, bo dotyczy nas: Traktują nasze zachowanie w danym momencie za poziom dojrzałości czy inteligencji.

 
Naprawdę uwielbiam zadawać sobie te dwa pytania za każdym razem, gdy zadręczając się czymś dochodzę do wniosku "Już tu byłaś/już nad tym płakałaś/już się tu zatrzymywałaś" Pewne wydarzenia odciskają na naszym życiu niewidzialną dla innych potężną pieczęć na naszym istnieniu. Tylko błędem jaki popełnił każdy z nas nie raz jest wielokrotne wracanie i przeżywanie każdej chwili na nowo. Nie jestem zwolenniczką podkładania misek pod kapiący sufit, lecz naprawienia go i pomalowania na nowo. Druga część jest chyba stosunkowo ważniejsza od drugiej. Nie możesz przez dalsze życie codziennie wstawać i żałować poniesionych strat przez ten jeden dzień na tyle, by stać się jedną, wielką martwią. Inni na pewno mieli gorzej. Być może przeżyli to 10 000 razy, a być może te 10 000 razy było im jeszcze trudniej i gorzej niż Tobie ten raz? Czy Twój życiorys jest naprawdę tak ubogi, by jedynym Twoim powodem do smutku było to jedno wydarzenie?
Nie wiem co lepsze jest w przeżywaniu złych chwil. To, że wynieśliśmy z nich doświadczenie, czy to, że zdarzyły się tylko raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz