sobota, 1 listopada 2014

#21

Gdyby tak przeanalizować miniony rok, chociażby półrocze- wyrosłam. Zmieniłam swoje dotychczasowe nastawienie do świata. Kilkanaście spraw zrozumiałam, z kilkoma uporałam się w sobie, parokrotnie zwyciężyłam, ale również najczęściej przegrywałam, dając wygrać złemu losowi. 

Upadałam coraz niżej, niżej i niżej, tak, że żeby zaczerpnąć teraz świeżego powietrza muszę budować nową drogę. Muszę przekopać się jeszcze niżej, skręcić, by przekopywać swoją drogę na nowo. Dno będzie mi już dobrze znane. Mam więc nadzieję, że nic nie podkusi mnie do krajoznawczej wycieczki po moich głębinach. 

Najtrudniej przyznać się samemu sobie, że od pewnego czasu Twoje życie się wali i w dodatku przez Ciebie. Na tym wielkim statku, z milionem pasażerów to właśnie Ty jesteś kapitanem i sternikiem w jednym. To od Twoich decyzji zależy ile czasu jeszcze będziecie unosić się na cienkiej tafli wody. Twoje błędy przyczyniają się do zatonięcia, nikogo innego. Nikt inny nie jest w stanie Cie zniszczyć, podciąć skrzydeł jeżeli wierzysz w siebie i swoje możliwości. 

auć... chyba zabolało.

Kiedyś byłam zła na cały świat, na wszystko co istnieje, co się rusza, co ma w sobie życie, że nie mogę żyć tak jak ja bym chciała. Kiedyś każdego z osobna obwiniałam o to, że nie mam wokół siebie tyle, ile bym chciała. Kiedyś przeklinałam swoich rodziców, głośno mówiłam, że ich nienawidzę. Winiłam ich za swoje niepowodzenia, złe decyzje. Całą odpowiedzialność za swoje czyny nakładałam na przeszłość. Ktoś uświadomił mnie, że sytuacja w jakiej przyszło mi żyć nie jest do końca normalna. Nie wszędzie jest tak jak u mnie w domu, nie wszędzie też ten dom tak własnie wygląda. Dlatego też, gdy nie nauczyłam się na kartkówkę sama sobie tłumaczyłam, że to przez stres. Gdy kogoś nieświadomie zraniłam również to właśnie mnie usprawiedliwiało. Szkoda tylko, że wtedy nikt nie próbowałam porozmawiać ze mną o tym ile w tym moim nieszczęściu szczęścia. Szkoda, że nikt w tych właśnie momentach nie wskazywał pozytywów. Przecież negatywy zauważałam sama i często się przez nie buntowałam. Nie podważam tezy, która mówi o niekorzystnym wpływie na człowieka takich czy innych sytuacji. Lecz jakby na to wszystko nie patrzyć żyjemy w świecie, gdzie nawet powietrze może okazać się szkodliwe. I wreszcie- szkoda, że nikt w tych momentach nie był na tyle blisko by pokazać mi (najlepiej naoczne) przykłady ludzi, którzy mają mniej, którym jest gorzej. 

auć.. teraz to już naprawdę zaczęło szczypać

Od zawsze nienawidziłam współczucia i wszystkiego, co z nim związane. Kiedy już otwierałam się choć w małym stopniu i szperając w swojej duszy opowiadała jedną z kilkuset historii słyszałam 'współczuje" i w tym właśnie momencie miałam ochotę trzasnąć drzwiami (jeżeli takowe znajdowały się w pobliżu) bądź po prostu- zakończyć rozmowę. Może dla kogoś, kto tego oczekuje Współczucie przez innego człowieka jest czymś pozytywnym dla mnie to tak, jak gdyby ktoś powiedział "Rozumiem jesteś za słaba by sobie z tym wszystkim poradzić. Nic, tylko współczuć" Dlatego właśnie od zawsze tak bardzo drażniło mnie to słowo. Nie jestem słaba i nigdy nie byłam, a ludziom, którzy próbowali mi to wmówić w pewnym momencie się to udało. Mogę wszystko co realne i przeznaczone dla mnie! 

nareszcie!

Być może i mam tą depresje, a każdy dobry moment to tylko iluzja. Jednak lepiej mi w pięknej iluzji niż czarnoszarej rzeczywistości. Każdemu człowiekowi, który w ciągu minionych miesięcy choć nieświadomie przyczynił się do mojego uśmiechu dziękuje. Było ich tak niewiele, tak długo należało o każdy z nich walczyć. Zabrzmiało jak pożegnanie, lecz bez obaw. Jeżeli kogokolwiek to obchodzi- nie zniknam, nie mam tego w planach. Kiedyś i owszem, miewałam. Teraz jednak na zbyt wiele rzeczy oczekuje, zbyt wielu wydarzeń mogę być świadkiem. To znaczy, wtedy również mogłabym być, lecz jeszcze sobie tego nie uzmysłowiłam.

depresja

Porozmawiajmy o tym, co teraz. W końcu. Nie rozwarstwiajmy przeszłości. Na to przyjdzie jeszcze czas. Nie bójcie się marzyć! To nie boli, a jeżeli już, to na pewno mniej od zakrwawionych nadgarstków. Zaczyna się okres zimowy. Dzieci znów będą radosne. Nie ma nic lepszego, oczywiście tuż po lecie od momentu, w którym świat robi się biały. I nagle okazuje się cudowny, jak z bajki. Czy naprawdę musi spaść śnieg byśmy to zauważyli?

raz, dwa, trzy.. otwieramy oczy!

Czy żyjesz naprawdę? A może tylko oddychasz? Może chodzisz do szkoły, jesz obiad, odrabiasz lekcje, idziesz na dodatkowy angielski/ do szkoły muzycznej cokolwiek? Czy myślisz o tym, co będzie? Czy myślisz o tym, co czujesz? Zastanów się nad tym, co teraz. Zastanów się nad tym, co będzie.
I pamiętaj. Nigdy nie przestawaj marzyć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz