Każdy ma swój krzyż, tylko musi go chwycić, zbadać jego gabaryty i wygodnie umieścić go na plecach. Z każdym krzyżem da się przejść wszystkie możliwe kilometry na świecie. Trzeba jednak mieć do niego odpowiednie podejście i znaleźć dla niego, tylko dla niego ogromne złoża cierpliwości. Niektórzy mają kilka krzyży. Wtedy muszą wybrać. Albo tę samą drogę będą przemierzać z każdym krzyżem po kolei. Muszą. liczyć się z tym, że pozostawione rosną. Puchną z samotności im też nie jest łatwo. Albo znajdą dla kazdego z nich odpowiednie miejsce na swoich plecach. Krzyże czasem się miedzy sobą dogadują. Ale do tego potrzebujemy ogromnych złóż cierpliwości i jeszcze głębszych wytrzymałości. Przydałaby się jeszcze jakas szklanka wody raz po raz..
Krzyża nie możesz uważać za swojego współpracownika. On nie jest człowiekiem. Nie ma wykształconych złóż różnego rodzaju uczuć. W rzeczywistości może być mu przez to nawet gorzej niż Tobie. Jest zagubioną kłodą rzuconą przez innego człowieka Tobie pod nogi.
W ułamku sekundy ze znajomej kłody przeobrażił się w Krzyż.. To nie jego wina, tylko tych wszystkich ludzi. Musisz znów uczynić z niego małą gałązkę. Tylko wtedy wie kim jest.
Tyle razy ile spadnie Ci z pleców podnieś go, otrzyj i załóż na plecy.
W problemach najgorsze nie jest to, że są tylko to, że trudno jest je przyswoić i poukładać. Ten krzyż to również swego radzaju przywilej.
Idąc z obciążeniem na końcu tejże podróży będziesz silniejsza/y od wszystkich innych, którzy szli bez niczego, prawda?
Nie przywiazuj się jednak do swojego krzyża na tyle by zabierać go w kolejną podróż. Na każdego z nich przyjdzie moment, w którym będą musiały zniknąć z naszego życia. Przecież nie chcą cały okres swojego istnienia spędzić na naszych plecach. My musimy ich uwolnić, to my musimy spełnić ich marzenie. Nikt dla nich tego nie zrobi, nikt inny ich nie zrozumie.
sobota, 1 listopada 2014
#20
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz