Drobnostka wyprowadziła nas z równowagi i nie pozwala spać spokojnie. Czasem, by powrócić do wcześniejszego stanu potrzebujemy kilku długich dni, a z każdym dniem myśl ta staje się coraz to bardziej uciążliwa.
Miesiącami "odpoczywałam" sobie gdzieś tam na dnie siebie. Z trudnością wstawałam do szkoły, czy wykonywałam codzienne trudności. Z dnia na dzień było gorzej. Nie potrafiłam się z nawet największego sukcesu ucieszyć, nie zauważałam go. Długotrwałe złe samopoczucie przywykliśmy nazywać depresją. Ja jednak nie chcę z nią zadzierać, jest zbyt potężna. Trwało to praktycznie rok i trochę, ale jakby na to nie patrzeć zaczęło się już dużo, dużo wcześniej. Przez kogo? Przeze mnie. Wyłącznie. Ludzie dawali mi powody, podcinali skrzydła, lecz to, czy powody te brałam do siebie, a naderwane skrzydła odrywałam do końca zależało ode mnie. Bo życie w dużej mierze od nas zależy, a przede wszystkim te mniej i bardziej trafne wybory. Wiele razy próbowałam coś zmienić. No właśnie tylko próbowałam. Nie chciałam tego, nie rozumiałam do końca co się dzieje. W końcu nastąpił przełom. Bardzo długo trwało, aż wykorzystałam wnioski do jakich doszłam.
Jednak do teraz pozwalam sobie na smutek. Nie należy się przed nim bronić, ani dusić go w sobie. Optymizm nie polega na niszczeniu cierpienia. Cierpienie naprawdę jest nam potrzebne. Dziś zmarła bliska mi osoba. Wierzę, że jej życie nie skończyło się, tylko rozpoczęła nowy etap.
Przeżywając coś okropnego nie jest mi z tym źle. Patrzę na to inaczej. Jeżeli się zgubię to w końcu odnajdę drogę, a za drugim razem lub, gdy ktoś inny się zgubi znać będę już drogę. Bo byłam tam i wyszłam z tego, więc mogę przez to przejść jeszcze raz.
Nattalia! Cudowny wpis <3 wydaje mi się że trwam w tej sytuacji którą opisujesz wyżej..
OdpowiedzUsuń