Martwi mnie moja obojętność. Ostatnio spotkałam pijanego mężczyznę. Tuż przede mną przewrócił się i sam nie był w stanie wstać. Nie wspominałam nigdy o moim lęku, jakim jest odzywanie się do ludzi na ulicy. Boję się podejść, odezwać się, zadzwonić domofonem, zapukać do drzwi. Boję się, że przeszkadzam, że jestem niechciana. Przełamałam się i zapytałam "Pomóc Panu wstać?". Człowiek spojrzał się na mnie i odpowiedział "Spieprzaj gówniaro" , więc poszłam przed siebie. Mijałam to miejsce dwa razy, byłam na samotnym spacerze, takim jednym z wielu i nie podeszłam po raz drugi. Nie zrobiłam tego mimo to ,że było bardzo zimno, a temu człowiekowi leciała z łuku brwiowego krew. Biłam się z myślami, lecz nie podeszłam. Przez chwilę stałam i obserwowałam. "Ten człowiekiem nie chciał Twojej pomocy, możesz odejść" - biłam się w myślami. Niby wszystko w porządku. Zapytałam, chciałam wyciągnąć dłoń, chciałam tego człowieka podnieść, zadzwonić po karetkę, a nie zrobiłam nic. Na szczęście znalazło się parę osób, wezwano pogotowie i wszystko zakończyło się podobno pozytywnie. Wracając widziałam tego człowieka już w samochodzie policji, przewieziono go na izbę wytrzeźwień, nic poważniejszego mu się nie stało.
Co by było gdyby... no właśnie, aż strach pomyśleć. Bałam się lecz nie na tyle, by podejść? Cóż, może czasem warto pozostać obojętnym. Może lepsze jest to dla naszej psychiki. Zrozumiałam, że nie wszystko zależy od nas, więc nie wszystko jest naszą winą. I prędzej czy później przyjdzie nam się z tym pogodzić, a pomoc, jeżeli jest potrzebna w końcu nadejdzie. Nie musimy być Odciskiem wystarczy, że staniemy się impulsem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz