czwartek, 13 listopada 2014

#25

Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ktoś może być na zawsze. W moim życiu pojawiało się coraz to więcej osób. Mimo deklaracji, że zostaną do końca odchodzili. Mógł minąć tydzień, miesiąc, pół roku, rok, pięć lat, a nawet dekada,  ale w końcu znikali. Wtedy bardzo trudno było mi się z tym oswoić. W rezultacie rozpadałam się na tysiące mikroskopijnych kawałeczków. Nie mogłam, bo nie chciałam się pozbierać. Było tak coraz częściej. Nie wspominając już o tych, którzy pojawiali się w moim życiu ponownie tylko na chwilę, by zadać kolejne cierpienie i po prostu odejść. Nie wierzyłam w to, że coś a tym bardziej ktoś może byc przy mnie na zawsze. Co jak co, ale bycie przy kimś takim jak ja w końcu każdemu się nudziło. W żadnym stopniu nie robię tu z siebie ofiary. Wiem, że wina leży po obu stronach. To ja swoim zachowaniem często zniechęcam innych do kontaktu ze mną.
Zdarzało się, że łapałam się na bezsennownych przemyśleniach o tym, że samotność nie jest niczym, nieludzkim czy złym. Patrzyłam na ludzi, starszych, zapracowanych, z dziećmi w wózkach i opowiadałam sobie ich historię. W moich wyobrażeniach byli to ludzie tacy jak ja- samotni. W pewnym wieku zdąża się tak, że umiera nawet ta druga połówka. Szukałam więc wspólnych powodów do rozpaczy i widziałam, że ci ludzie mimo ogromnej straty, jaka kiedyś zapewne ich spotkała dożyli momentu, którego ja w swoim życiu nie byłam pewna. Mimo ciągłego narzekania, że emerytura jest za niska, pesja również, a ceny za wysokie ci ludzie mieli swoje własne szczęście. No tak, a przede mną całe życie. Nie musisz szukać szczęścia. Masz go w sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz